Zupa tajska

Tajska zupa to niesamowite połączenie składników i smaków.  Słodkawa, gęsta, o kokosowym posmaku, ale ostra i orzeźwiająca. Połączenie, które absolutnie oczarowuje, a nawet uzależnia.


WŁOSZCZYZNA (pęczek)
CZOSNEK (1/3 główki)
CHILLI (jedna papryczka)
OLEJ SEZAMOWY (łyżka)
OLIWA (łyżka)
MLEKO KOKOSOWE (puszka 200 ml)
CIENKI SZCZYPIOREK (pół pęczka)
ŚWIEŻA KOLENDRA
PASTA ZIELONE CURRY (łyżka)
KREWETKI (opakowanie?)
LIŚĆ LAUROWY (3 sztuki)
ZIELE ANGIELSKIE (3-4 sztuki)
TRAWA CYTRYNOWA (świeża - jedna, suszona - 1/3 szklanki)
PIEPRZ (mała garstka)
CZERWONA PAPRYKA W PROSZKU
IMBIR (świeży - 3-4 plasterki)
CUKIER (łyżka)
LIMONKA (nie cytryna, tyko limonka)

Przede wszystkim zacznę od tego, że w tym przypadku nie ma zastępowania składników. Ani pomijania. Jeżeli nie użyjemy oleju sezamowego, limonkę zastąpimy cytryną, a kolendrę zwykłą pietruszką - zupa traci sens. Bo to nie ten smak. Więc albo wszystko, albo nic. Jedyne co można, to zamienić krewetki na kurczaka, którego przyprawimy pastą curry i obsmażymy go jak krewetki dalej w przepisie.

Z części włoszczyzny ugotować wywar (2 litry), dodając cukier, trawę cytrynową, jeżeli jest świeża, imbir, ziele angielskie, pieprz w ziarenkach i liście laurowe. Zostawić jedną marchewkę i kawałek pora, żeby użyć ich później. Wywar nie powinien być za mocny, żeby nie zdominował smaku całości. Kiedy wywar jest gotowy, wyłowić z niego całą włoszczyznę, zostawić tylko pieprz, ziele i liście, dodać łyżeczkę pasty (stopniowo, jest dość ostra) curry, mleko kokosowe. W kubeczku zaparzyć trawę cytrynową, jeżeli jest suszona, napar wlać do zupy (odcedzony), jeżeli jest świeża - posiekać i dodać razem z włoszczyzną. Gotować jeszcze 10 minut, doprawić papryką, solą i pieprzem.
Na patelni rozgrzać oliwę, dodać do niej olej sezamowy, przysmażyć delikatnie posiekany lub przeciśnięty czosnek (uważać, żeby się nie przypalił, bo będzie gorzki, najmniejszy ogień wystarczy), później posiekaną w obrączki papryczkę chilli (traci ostrość i nikt nie płacze przy jedzeniu, pasta curry jest dość ostra), a po 2-3 minutach pokrojoną w cienkie słupki lub startą na grubych oczkach marchew i posiekanego pora. (Warzywa powinny być tylko lekko podsmażone, żeby nie były już surowe, ale zachowały chropkość. Nadadzą w ten sposób zupie charakteru). Pod koniec smażenia dodać na pół minuty krewetki, dobrze wymieszać na patelni i od razu wyłączyć gaz. Krewetki nie powinny być usmażone, bo będą twarde. Dodać wszystko do zupy, kiedy jest już w zasadzie gotowa i wyłączyć gaz. Na koniec wcisnąć limonkę. Nie gotować. Zostawić, żeby smaki się ze sobą same wymieszały.
Przed podaniem posypać świeżą kolendrą i poszatkowanym szczypiorkiem. Jeżeli zupa ma być głównym daniem, można podać ją z ryżem jaśminowym lub basmati.

Zupa jest najlepsza kilka godzin później, nawet następnego dnia. Powinna być natomiast słodkawa, często to, czego brakuje zupie, to właśnie cukier. Jeżeli jest za mało mleczna, można dodać śmietanki 30% (niekwaśnej!), albo tłustego mleka. Przy kolejnym gotowaniu - dodam zdjęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz